piątek, 10 sierpnia 2012

Pamiętnik z przyszłości – wirtualny świat


„Jest 10 sierpnia roku 2045, godzina 22.15 (w obu światach czas płynie tak samo). Zalogowałem się jakieś 30 minut temu, moje ciało leży na łóżku, a wirtualny hełm (lubię go tak nazywać) zakrywa całą moją głowę – wygląda trochę jak kaski motocyklowe z początku wieku. W każdym razie moje ciało leży sobie, a ja poruszam się swobodnie w grze, a dokładniej w sztucznie stworzonym świecie. Tzn. teraz akurat piję piwo (smakuje tak je te w prawdziwym świecie) w karczmie i piszę swój pamiętnik. A jest co opisywać! Dziś ani razu nie zginąłem i razem z członkami mojej gildii stoczyłem zażarty bój ze smokiem! Prawie go pokonaliśmy, szkoda, że uciekł… Podobno Ci, którzy zabiją smoka od razu awansują o jeden poziom i dostają stałą pensję w realnym świecie. Tak przynajmniej zapewniają nas politycy. Sława w świecie wirtualnym równa się sławie w świecie realnym. O wojnach w realnym świecie już prawie nikt nie pamięta. Bo i po co ryzykować rany na swoim prawdziwym ciele? Wojny toczone w wirtualnym świecie są bardziej korzystne. Tylko na Bliskim Wschodzie uznali wirtualny świat, i hełmy za herezję – tam dalej się mordują. No ale u nas w Polsce i innych krajach Europejskich wojsko ćwiczy głównie walki w świecie wirtualnym i nikt już się nie bawi w realne mordowanie. Zbudowaliśmy duże mury i odgrodziliśmy się od dzikusów z Dalekiego i Bliskiego Wschodu. Oczywiście nie mam tu na myśli Koreańczyków i Japończyków – głównych dystrybutorów wirtualnych hełmów bez których zalogowanie do wirtualnego świata nie byłoby możliwe.

Robię się śpiący. Chyba pójdę zabić kilka potworów i się wyloguję. Za kilka godzin tu wrócę, od kiedy mam 40 poziom w realnym świecie otrzymuję dość przyzwoite zarobki. W sumie realny świat jest mi już potrzebny tylko do spania i jedzenia – szkoda, że piwo i żarcie z gry nie działają na ciało w realu. A właśnie bym zapomniał. Genio, który w tym świecie zwie się Longinus oświadczył się Kasi, zwanej tu Ginewrą. Uzgodnili z księdzem, że wezmą ślub w kaplicy Archaniołów w wirtualnej Kartaginie. W sumie ich rozumiem. Moja 90 letnia babcia (gra już od 15 lat – jestem z niej taki dumny bo zdobyła Zbroję Zbawienia, która jest odporna na magię) twierdzi, że lepszy byłby ślub w realnym świecie (ona i dziadek taki brali). Oj ta babcia taka konserwatywna. Jak bardzo była zdziwiona kiedy jej wyjaśniłem, że Genio mieszka w Polsce, a Kasia w Grecji i nigdy się w realu nie widzieli. Bo i po co? Seksusalne odczucia w grze są takie same, a wirtualne dzieci, które się tu rodzą są sztuczną inteligencją, która nigdy nie choruje i w grze się zawsze odradza więc nie ma problemu. 

Ok. Kończę pisanie… A właśnie przypomniało mi się. Znalazłem w swoich gratach z realnego świata płytę z anime Accel Word i Sword Art. To niesamowite, że wizja z tych filmów częściowo się spełniła bo wirtualny świat faktycznie powstał. Szkoda, że Lem przed swoją śmiercią nie zdążył tego przewidzieć”. 


Jeśli nie rozumiesz o co chodzi to najpierw przeczytaj ten artykuł: