niedziela, 13 listopada 2016

Wiedźmin 3 najbrutalniejsze sceny

Ostatnio słyszałem rozmowę dzieci ze szkoły podstawowej, które rozmawiały o grze Wiedźmin 3. Trochę się zdziwiłem, że rodzice im pozwalają grać w Wiedźmina. No, ale z drugiej strony może rodzicom nie przeszkadza, że ich dzieci grają w grę przepełnioną erotyką i brutalnością. Ja uważam, że nagość i okrucieństwo dodają Wiedźminowi uroku. Oto klika moich screenów, które pokazują okrucieństwa Wiedźmina:

















Polecam artykuł:

Wiedźmin 3: Dziki Gon. Gra z pogańskimi wierzeniami naszych przodków

niedziela, 3 kwietnia 2016

Zacznijcie szanować ludzi, którzy grają w gry komputerowe


W artykule, który zatytułowałem „Człowiek XXI wieku – Homo Internetus” pisałem o różnicach między młodym, skomputeryzowanym pokoleniem oraz pokoleniem rodziców i dziadków (pokoleniem PRL-u), którzy często nie potrafią założyć własnego maila i wykonać najprostszych czynności związanych z obsługą komputera. Dziś chciałbym w pewnym sensie rozwinąć ten temat.
          Zauważyłem, że wielu rodziców bardzo często potępia swoje dzieci za to, że siedzą długo przed komputerem. Kiedyś byłem świadkiem jak pewna mama krzyczy na swoje dziecko za to, że gra w grę, zamiast poczytać książkę albo zagrać w szachy, co w jej mniemaniu jest bardziej godne osoby inteligentnej. Chłopiec ten grał w Civilization V na poziomie „bóstwo” i radził sobie doskonale. Pogratulowałem jego mamie tego, że ma inteligentne dziecko, które jest doskonałym strategiem i radzi sobie w tej grze lepiej niż ja. Kobieta patrzyła na mnie i nie wiedziała co powiedzieć. Ja absolwent renomowanego uniwersytetu, nauczyciel mówię z poważną miną, że jej dziecko jest inteligentne, chwalę za to, że gra w gry. Kobieta miała minę tak bardzo zaskoczoną, że do teraz nie potrafię jej zapomnieć. 

          Znam wiele podobnych przypadków. Młodzi ludzie grają często w gry, które są naprawdę wymagające intelektualnie. Czasem gra skłania do czytania książek. Sam lubię grać m.in. w Diablo3 i kupuję książki z tej serii. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Diablo jest grą łatwą, która nic nie wnosi do życia. Prawda jest jednak taka, że prawdziwi fani nie tylko czytają książki, ale piszą czasem swoje opowiadania, których fabuła jest osadzona w świecie gry. Właśnie patrzę na książkę „Diablo. Wojna Grzechu – księga trzecia – fałszywy prorok”, którą obecnie czytam i zastanawiam się, czy pokolenie rodziców i babć kiedykolwiek zrozumie, że to oni mają problem i to oni nie pasują do obecnego świata. Ludzie ci nawet nie pojmują, że to, czego uczono ich w epoce PRL-u nie ma już racji bytu… Epoka przemysłowa minęła, a Gierek i PGR-y już nie wrócą. Kiedy to do was dotrze?

 Jeśli chodzi o mnie to gram jeszcze w „Tribal Wars2” i podczas pisania tego artykułu „farmię” słabych sąsiadów oraz wioski barbarzyńskie, rozmawiam też z sojusznikami na forum. W tym samym czasie w moim pokoju gra telewizor, w którym najpierw oglądałem program „Woronicza 17”, potem w tvn24 program „Kawa na ławę”, a teraz leci „Loża prasowa”. Potrafię tak robić, ponieważ zaliczam się do pokolenia homo Internetus. Mówiąc prościej mam podzielność uwagi, która cechuje nowoczesne pokolenie (homo Internetus). Kiedy pracowałem w szkole zauważyłem, że wielu z moich uczniów też tak potrafi. Niektórzy byli zdolni zanotować notatkę, którą podaję i w tym samym czasie wyciągnąć smartfona i przeczytać najnowsze nowinki dotyczące polityki oraz tematu lekcji. Starzy nauczyciele z pokolenia PRL-u zawsze się złościli na uczniów, którzy tak robią, a ja to rozumiałem, wiedziałem, że ci młodzi ludzie tak jak ja zostali ukształtowani w erze Internetu i komputeryzacji. 



O co mi chodzi?
Zanim mnie skrytykujesz albo pochwalisz chcę żebyś wiedział (-wiedziała), o co mi chodzi. Otóż pisząc jakiś czas temu artykuł „Człowiek XXI wieku – Homo Internetus” oraz pisząc dzisiejszy post miałem i mam jeden cel. Chciałbym zwrócić uwagę jak największej ilości osób na to, że osoby starsze traktują bardzo często dzieci i młodzież w sposób niesprawiedliwy. Osoby starsze często nie chcą zrozumieć jak ważny jest Internet i nowoczesne technologie. Zamiast tego wolą ciągle wspominać jak pięknie było w epoce Gierka i jak straszna jest obecna młodzież: „nic pożytecznego dzieciaki nie robią tylko siedzą i grają w te gry”, „Nie siedź tyle przed komputerem…” itp. itd. powtarzają tego typu słowa aż do znudzenia.

Wy przedstawiciele pokolenia wychowywanego w socjalizmie (PRL-u) musicie zrozumieć, że w naszych czasach (w XXI wieku) przetrwają te dzieciaki, które od najmłodszych lat miały kontakt z komputerami, Internetem, telefonami komórkowymi, tabletami, smartfonami itp. W XXI wieku wszystko kręci się dookoła nowoczesnych technologii. Starsze osoby kreują się na takie genialne i porządne, a jak przyjdzie, co do czego to proszą dzieci o pomoc w założenia maila lub konta w banku, nie potrafią samodzielnie dokonać elektronicznego przelewu. Powiem więcej przedstawiciele starszego pokolenia bardzo często nie potrafią nawet włączyć komputera. Niestety, kiedy uczyłem w szkole średniej i podstawowej ze smutkiem stwierdziłem, że starsi nauczyciele też odstają jeśli chodzi o nowoczesne technologie. Kto, jak kto, ale nauczyciel powinien cały czas się rozwijać.

Moim zdaniem gry komputerowe są wspaniałe i pozytywnie wpływają na rozwój młodych osób. Pamiętam jak w latach 90-tych XX w. grałem na Amidze500 m.in. w „Colonization” i „Legion”. Pisałem o tym nawet na tym blogu.  Z drugiej strony u kolegi grywałem na Commodore64. Potem dostałem od rodziców swojego pierwszego PC-ta. Ach to były czasy Windows95, a potem Windows98. Pamiętam też straszne systemy takie jak Windows2000 i Windows Milenium. Najlepsze było to, że w latach 90-tych nikt nas nie prowadził za rączkę. Z kolegą sami znosiliśmy do swoich domów kompy i łączyliśmy je w sieci żeby zagrać wspólnie, np. w Diablo2. Sami formatowaliśmy kompa jak Windows padł, a kiedyś często padał więc format, co-2-3 miesiące był czymś normalnym. Modemy do Internetu, który blokował rozmowy telefoniczne, karty sieciowe, karty graficzne, karty dźwiękowe, wszystko montowaliśmy sobie sami. Kontakt z komputerami  i grami od najmłodszych lat sprawił, że dziś mając 30 na karku rozumiem bardzo dobrze osoby młodsze oraz lepiej radzę sobie w życiu.

Gry komputerowe miały na mnie bardzo duży, pozytywny wpływ. Weźmy np. grę Baldur's Gate, która rozbudziła moją wyobraźnię bardziej niż książki z gatunku fantasy. Grając w Baldursa nie tylko się świetnie bawiłem, ale też musiałem dużo czytać (dialogi w grze, różne książki, które można było znaleźć zwiedzając świat gry). No ale każdy, kto był wówczas dorosły mówił mi „ucz się, nie graj w te gry bo one ci nic nie dadzą”.  Kiedy czytałem książkę fantasy albo S-F to dorośli byli zadowoleni, bo widzieli, że coś czytam. No, ale kiedy grałem w Baldur's Gate, X-COM: Apocalypse, Gorky17 lub inną grę to zawsze mówili, żebym nie grał w gry.

Dziś niestety jest tak samo. Teraz jestem dorosły, samodzielny i nikt mi nad głową nie truje ale widzę, że obecni rodzice (ale ci starsi niż ja, bo moje pokolenie obecnych 30 -latków jest skomputeryzowane) dalej nie rozumieją, że granie w gry jest dobre i wpływa pozytywnie na rozwój dzieci.

Czy osoby starsze już do końca życia pozostaną takie zaślepione? Czy dla osób ukształtowanych w PRL-u nie ma już ratunku? Zapraszam do dyskusji i zachęcam do pozwalania dzieciom na granie w gry. 




niedziela, 28 lutego 2016

DIABLO: Uldyzjan bohater trylogii „Wojna Grzechu”


Diablo. Wojna grzechu. Księga pierwsza. Prawo krwi
Akcja trylogii „Wojna grzechu” toczy się trzy tysiące lat przed wydarzeniami z gry Diablo. W czasach, w których „Świat był (…) młody i niewielu wiedziało, że został nazwany Sanktuarium. Niewielu też wiedziało, że anioły i demony nie tylko istniały, lecz to właśnie za ich sprawą Sanktuarium zostało powołane do życia. Imiona takie jak Inarius, Diablo, Rathma, Mefisto i Baal – miana tych potężnych i często budzących powszechny strach – nie gościły jeszcze wtedy na wargach śmiertelników”.
        W tych zamierzchłych czasach żył Uldyzjan, główny bohater „Wojny grzechu”. Autor, Richard A. Kannak osadził akcję powieści w barwnym świecie z gry DIABLO, około 3 tys. lat przed wydarzeniami z Diablo 1. Uldyzjan jest prostym farmerem, który razem z bratem Mendelnem mieszka w małej wsi o nazwie Seram. W wyniku tajemniczego splotu wydarzeń farmer zostaje oskarżony o morderstwo duchownego z Kościoła o nazwie Katedra Światłości. W rozpłatanym gardle nieszczęśnika znaleziono sztylet Uldyzjana, co dodatkowo go obciążyło. Mało tego we wsi zamordowano jeszcze duchownego z konkurencyjnej religii zwanej Świątynią Trójcy. Tajemniczości dodaje fakt, że na krótko przed morderstwami w Seram pojawiła się piękna szlachcianka, w której Uldyzjan się zakochał. Przerażony farmer, uciekający przed inkwizytorami wkrótce odkrywa, że budzą się w nim nadprzyrodzone moce, których nie rozumie. Kim, albo, czym jest? Dlaczego ktoś wrobił go w morderstwo? Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa towarzysząca mu szlachcianka o imieniu Lylia?

Wiem, wiem w tym miejscu niektórzy stwierdzą, że to kolejna książka fantasy, w której prosty, niczego nieświadomy farmer odkrywa w sobie nadludzkie moce i rusza, aby uratować świat. Tak jak w powieści „Miecz Prawdy” Terryego Goodkinda albo w „Oko świata” Roberta Jordana. Osoby takie pragnę poinformować, że legendarny Piast, który dał początek dynastii Piastów był synem oracza (chłopa) spod Gniezna. Tak, więc według legendy prosty chłop dał początek najstarszej znanej nam dynastii polskich królów. O tym wasze dzieci uczą się na lekcjach historii! Używając języka bardziej łopatologicznego: gdyby nie chłop o imieniu Piast to Polska nigdy by nie powstała. Dlatego dziwię się, że niektórzy są tak niechętni do wątku, w którym prosty człowiek (chłop, rolnik, kowal lub mieszczanin) zyskuje nadludzkie moce i stara się je wykorzystać w słusznej (lub złej) sprawie. No, ale zostawmy tych, których pewnie żadna książka nie jest w stanie w pełni zadowolić i wróćmy do opisu przygód Uldyzjana, syna Diomedesa, bohatera powieści „Wojna grzechu”.

Diablo. Wojna grzechu. Tom 2. Smocze łuski
Nawiązując do tego, co napisałem powyżej pragnę wyjaśnić, że główny bohater przechodzi wewnętrzną przemianę. Z człowieka, który po śmierci rodziców i sióstr [modlił się za ich uzdrowienie, a potem, żeby tak nie cierpieli podczas umierania] stracił wiarę w dobro, w światłość, w anioły, zmienia się stopniowo w osobę władającą anielskimi mocami, z czasem w okrutnych okolicznościach dowiaduje się od Lilith, że jest Nefalemem…
Owszem Uldyzjan nie jest idealny, w wielu sytuacjach wykazuje przerażającą naiwność, lecz mimo wszystko warto wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności. Nie wymagajmy zbyt wiele od prostego chłopa, którego los doświadczył tak dotkliwie, a nadprzyrodzone siły wplątały go w odwieczny konflikt między aniołami i demonami.

W grach z serii Diablo oraz w licznych książkach osadzonych w świecie gry pojawiają się Nefalemowie, czyli śmiertelne istoty mające w sobie moc aniołów i demonów. Wyglądają jak zwykli ludzie, lecz posiadają, najczęściej uśpione moce nadprzyrodzone. Początek tym wyjątkowym istotom dała miłość anioła Inariusa i demonicy Lilith (córki Mefista i siostry Lucjona). Ludzie, Nefalemowie zamieszkują Sanktuarium świat stworzony przez Inariusa (dzięki wsparciu Lilith). Piszę o tym, ponieważ w książce „Wojna grzechu” (Księga Pierwsza) na str. 284 znalazłem ciekawy fragment, który chciałbym w tym miejscu przytoczyć: „(…) wszystkie istoty ludzkie… jesteście owocem naszego połączenia! Z demonów i aniołów narodzili się nefalemowie, więksi i wspanialsi niż jakakolwiek inna kreacja we wszechświecie! Ta moc, którą w tobie obudziłam, która w tobie odnalazłam błagającą o uwolnienie, jest wam przyrodzona! Jest waszym prawem!”.

Diablo. Wojna grzechu. Tom 3. Fałszywy prorok.




wtorek, 23 lutego 2016

DIABLO: Archanioł Inarius



Czasy Najdawniejsze:

Historia archanioła Inariusa jest jedną z ciekawszych i zarazem najsmutniejszych wśród barwnych postaci pojawiających się w grach i książkach z serii Diablo. O przygodach Inariusa dowiadujemy się z fragmentów jego Testamentu, które można znaleźć podczas „zwiedzania” świata w grze Diablo III. Inarius był archaniołem, który od czasów najdawniejszych walczył z hordami demonów. W pewnym momencie zaczęły się w nim budzić wątpliwości, zapragnął zaprzestania rozlewu krwi. Czytając jego Testament, możemy zobaczyć, co czuł, w jaki sposób swe wątpliwości przelał na papier: „(…) Zwyciężałem bitwy i przełamywałem oblężenia, lecz nic tym nie osiągnąłem. Wiem, że w tej wojnie nie może być zwycięzcy, jest li tylko wieczna zemsta, pycha i nienawiść. (…) Muszą być jeszcze inni, którzy szukają sposobu na odejście od tej niekończącej się batalii. Anioły i demony, które czują się niewolnikami naszego przeznaczenia. Nie mogę być w tym uczuciu odosobniony…”. To tylko fragmenty Testamentu Inariusa.

Widzimy jak narastało w nim zwątpienie w to, że anioły i demony muszą ciągle ze sobą walczyć. Inarius zadawał sobie pytania: Czy, aby na pewno przeznaczeniem obu stron jest wieczny konflikt? Czy w tej wojnie, aby na pewno anioły zawsze stoją po stronie dobra? Inarius z czasem zaczął szukać wśród aniołów i demonów sprzymierzeńców, którzy myślą podobnie do niego: „(…) Wiem co uczynię: odnajdę tych pozbawionych złudzeń co do wojny i poprowadzę ich”.

Podczas jednej z bitw toczonych z demonami Inarius zostaje pojmany do niewoli: „Powalono mnie podczas trzeciego natarcia. Leżałem na ziemi pobity, światłość w mych oczach gasła, a zbudziłem się w okowach. Nie sądziłem, że demony biorą w niewolę. Mamrotałem niczym opętany o moich snach o ucieczce od wojny. Moja pogromczyni uwolniła mnie i powiedziała, że spotkamy się ponownie. Na imię jej było Lilit, była córką Mefista”.

Czytając kolejne części Testamentu Inariusa dowiadujemy się, że Inarius zakochał się w Lilith (Lilit), chyba z wzajemnością. Córka Mefista miała podobne poglądy, o czym możemy dowiedzieć się z jej Zapisków: „Mój ojciec czuje satysfakcję tocząc te same wojny z tymi samymi wrogami, gdy wszystko wokół niego obraca się w pył (…) Można położyć temu wszystkiemu kres, lecz głupcy pokroju mojego ojca są zbyt ślepi, by to dostrzec (…) Podczas walki pojmałam anioła, którego światło gasło. Dla zabawy zabrałam go do mej siedziby. Lecz zaskoczył mnie. Mój dotyk zdał się obudzić go do życia. Bredził, jak opętany o tym, że pragnie uciec przed wojną. Być może znalazłam kogoś, kto mi się przyda (…) Inarius, anioł, którego schwytałam, darzy mnie miłością. Czuję siłę jego pożądania. Powiedziałam mu, że jeśli odbierzemy Kamień Świata, będziemy mogli być razem. Stworzymy coś, o czym nie śniło się uczestnikom Wiecznego Konfliktu – nowy świat” – fragmenty z ZAPISKI LILIT, cz. 1,2 i 3.
Inarius i Lilith (Lilit) za pomocą Kamienia Świata stworzyli Sanktuarium, świat, w którym mieszkali Nefalemowie oraz ludzie.




Wojna Grzechu:
Od zarania dziejów anioły i demony toczą ze sobą wojny zwane Wiecznym Konfliktem. W pewnym momencie wojna przeniosła się do Sanktuarium, czyli świata zamieszkiwanego przez ludzi. Wydarzeniu temu Knaak Richard A. poświęcił trzy tomy swojej książki pt.: ”Wojna grzechu”.
Kiedy toczyła się Wojna Grzechu Inarius nie miał czasu dla swojej kochanki, demonicy Lilith. W okresie tym ich związek się rozpadł. Lilith była córką Mefista, potężnego demona, należącego do Mrocznej Trójcy (Diablo, Mefisto, Baal).


Inarius uwięziony w Otchłani, czeka na ratunek:
Mefisto, ojciec Lilith podczas ustalania zasad traktatu pokojowego z aniołami postawił im warunek: Wojna Grzechu nie zakończy się, jeśli nie oddacie mi Inariusa. Archaniołowie, którzy podobno są dobrzy (uważają się za lepszych od demonów) sprzedali Inariusa.
Mefisto uwięził Inariusa w piekle, gdzie poddawał go wyszukanym torturom. Lilith podobno nie wie, co ojciec zrobił jej dawnemu kochankowi. Historia miłosna Inariusa i Lilith jest piękna i zarazem bardzo smutna. To prawdziwy „wyciskacz łez”.



Moja refleksja:
Do dnia dzisiejszego (23-02-2016) najnowszą częścią gry jest: Diablo III plus jeden dodatek Reaper of Souls. Uważam, że w kolejnym dodatku lub w kolejnej części, bądź w książkach wątek Inariusa i Lilith powinien zostać rozwinięty. Jedno jest pewne Inarius naprawdę kochał Lilith i nie zginął, jest uwięziony w piekle. Lilith zapewne nie wiedziała, że jej ojciec, Mefisto uwięził jej ukochanego. Może powiedział jej, że Inarius zginął w bitwie? Inarius i Lilith wykradli Kamień Świata i stworzyli Sanktuarium, ich zasługi dla ludzi są ogromne i moim skromnym, zdaniem Inarius powinien zostać uwolniony z Piekła. Sam chętnie ruszę między ognie piekielne go uratować. Producenci dajcie nam grę lub dodatek, w których możemy uratować Inariusa i sprawić, że znowu będzie z Lilith. 


Mam jeszcze apel o uratowanie Lei, którą w grze potraktowano w sposób straszny (jako pojemnik dla Diablo). Ale o Lei napiszę przy innej okazji. 




sobota, 20 lutego 2016

Pan Wołodyjowski w grze Diablo III

Czuję, że gra Diablo nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Nie sądziłem, że barwny świat Diablo może mieć coś wspólnego z Panem Wołodyjowskim. A jednak okazało się, że ma.

Historia życia jednego z bohaterów Sanktuarium, czyli świata zamieszkiwanego przez ludzi, jest wzorowana na Panu Wołodyjowskim z powieści Henryka Sienkiewicza. Dowodzi tego opis legendarnego miecza o nazwie HONOR MAŁEGO RYCERZA, który zdobyłem jakiś czas temu. 



Zwróćcie uwagę na jego opis:

"Mały Rycerz to pseudonim jednego z najlepszych szermierzy jakich widziało Sanktuarium. Poświęcił swe życie ratując innych wysadzając posterunek oblegany przez siły demonów. Na całe szczęście ocalał jego wspaniały miecz".

HONOR MAŁEGO RYCERZA dzierży Kormack, mój towarzysz, templariusz, człek silnej wiary, niezwykle utalentowany wojownik. Kiedyś został pojmany przez kultystów, którzy chcieli wykonać na nim jeden z rytuałów czarnej magii. Miał jednak szczęście ponieważ kultyści zabrali go do podziemi starej katedry w Tristram (dawniej Klasztoru Horadrimów), którą właśnie oczyszczałem z plugawych demonów. Zabiłem fanatycznych kultystów i uratowałem Kormacka.

Obecnie Kormack dzierżący HONOR MAŁEGO RYCERZA, a kultyści i demony, którzy ośmielają się do niego zbliżyć kończą marnie...



Ja z kolei preferuję miecz dwuręczny, którym dzięki wieloletniemu treningowi mogę walczyć trzymając go w jednej ręce. Przyzwyczaiłem się do HEROLDA WOJNY, miecza, który kiedyś znajdował się w pochwie demona Draorma.


niedziela, 7 lutego 2016

Science fiction zawiera mity przyszłości

horrorandterrorofideas2.blogspot.com...
Science fiction (SF) to gatunek literacki oraz filmowy, którym fascynują się miliony ludzi na całym świecie. Wiele osób często nazywa filmy i książki tego typu bajkami, niektórzy (niby twardo stąpający po ziemi) mówią, że SF to strata czasu i lepiej jest czytać tylko poważne publikacje naukowe. No jest jeszcze typ ludzi, który w ogóle nie czyta książek i skupia się na beztroskim imprezowaniu, ściąganiu na studiach (o zgrozo, że też tacy ludzie studiują!). Ludzie tacy są najmniej świadomi otaczającej ich rzeczywistości i wierzą we wszystko to co mówi się w telewizji dlatego odstawimy ich na bok i skupimy się na dwóch pierwszych grupach: czyli czytających SF i twardo stąpających po ziemi.

Otóż Ci pierwsi często nazywają science fiction "mitami przyszłości" i nie ukrywam, że określenie to bardzo mi się podoba. Od wielu lat oglądając filmy z tego gatunku zastanawiam się czy właśnie tak będzie wyglądała przyszłość, latające samochody, kolonizacja innych planet, sztuczna inteligencja (SI), kończyny elektroniczne (jak u robotów), roboty, które pracują w fabrykach, sprzątają ulice oraz domy prywatne, bezzałogowe samoloty i wiele innych. Kiedyś to wszystko należało do gatunku SF, dziś niektóre z wymienionych zjawisk są już rzeczywistością. Dlatego w tym miejscu chciałbym zadać pytanie, czy aby na pewno to wszystko jest dobre? Niektóre elementy na filmach SF są fajne, np: latające samochody albo sztuczna inteligencja ale co myślicie np: o kontroli społeczeństwa jaką przedstawiony w filmach takich jak: Raport Mniejszości albo anime Psycho Pass i Psycho Pass2 Czy świat, w którym każdy nasz krok śledzą kamery, rozmaite czujniki sprawdzają nieustannie naszą tożsamość, a inne czujniki mierzą poziom stresu. Czy taki świat nie wydaje się Wam być w pewnym sensie niewolą? No i czy my czasem nie zmierzamy w stronę utworzenia takiego świata? 

Czy ktoś z Was czasem, chociaż przez chwilę się nad tym zastanawia? Jeśli nie to uprzedzam, że takie beztroskie życie, w którym skupiacie się tylko na jedzeniu, imprezach i robieniu zakupów może Was zaprowadzić do zagłady. Obudzicie się pewnego dnia w świecie, w którym już nie będziecie wolni, a każdy Wasz krok będzie obserwowany, będziecie kontrolowani w każdej minusie swego żałosnego życia.


W tym miejscu chciałbym napisać kilka słów o wspomnianym anime Psycho Pass (kliknij i obejrzyj).


Emisja anime "PsychoPass" rozpoczęła się w 2012 roku. Za całość odpowiada studio Production IG. Autorem jest Gen Urobuchi.  Gen ma już na swoim koncie kilka fajnych anime, z których najbardziej podobał mi się BlassreiterPhantom of Inferno i Fate/Zero.



Moim skromnym zdaniem anime Psycho Pass jest prorocze i podobnie jak Stanisław Lem w swoich książkach pokazuje nam jak będzie wyglądał świat przyszłości. Jako absolwent jednego z najlepszych polskich Uniwersytetów gołym okiem widzę, że wszystko zmierza w stronę spełnienia się tego co Lem opisywał w swoich książkach. System, telewizja, Internet wszystko co trafia do mas coraz bardziej je ogłupia. Ludzie już właściwie są jak marionetki, emocjonują się wypowiedziami polityków, martwią się sprawami, o których nawet nie powinno się dyskutować w TV - kogo obchodzi matka, która jest oskarżona o zabójstwo swojego dziecka? Takich osób są setki! Ach szkoda gadać o mass mediach to jedna wielka machina ogłupiająca społeczeństwo.

No ale wróćmy do meritum. Anime Psycho Pass pokazuje nam świat przyszłości (moim zdaniem niedalekiej), w którym ludzie są praktycznie uzależnieni od maszyn.


Młodzież całe dnie spędza w wirtualnym świecie i nie mam tu na myśli gier online! To prawdziwy wirtualny świat do którego przenosi się cała ludzka świadomość - możesz np: grać w wirtulanym świecie w grę, w której jesteś rycerzem i walczysz ze smokiem. Wszystko będzie dla Ciebie realistyczne. To już nie siedzenie przed monitorem komputera ale realne odczucie, realne przeniesienie do świata gry dzięki specjalnym wirtualnym nakryciom głowy. Gry te same w sobie wydają się być pozytywnym wynalazkiem.
Poza wirtualnymi grami w Psycho Pass stan mentalny każdego człowieka sprowadza się do wartości liczbowych. Specjalne czujniki rozsiane po miastach ciągle badają przechodniów i jeśli czyjś psycho pass (współczynnik stresu; współczynnik przestępczości) jest zbyt wysoki to taka osoba jest od razu kierowana na badania, a w skrajnym przypadku kiedy współczynnik ten jest bardzo wysoki specjalni inspektorzy i egzekutorzy zabijają obywatela na miejscu. Poza tym specjalny superkomputer za młodu bada każdego obywatela i przydziela mu odpowiednią pracę, którą powinien wykonywać do końca życia. Komputer wie najlepiej dlatego ludzkie marzenia, wybór studiów, rozsyłanie CV, szukanie byle jakiej pracy to wszystko w świecie tego anime już przeminęło. Życie każdej osoby od narodzin do śmierci planuje specjalny system komputerowy. Koniec z czasami, w których pracę ma tylko rodzina znajomi lokalnych polityków, a reszta ma się odhaczać w PUP i przestrzegać zasad politycznej poprawności.

Dziś wszyscy nosimy ze sobą telefony komórkowe, tablety bądź smart fony.  W anime Psycho Pass każdy nosi ze sobą przenośny terminal informacyjny i urządzenie ubioru dzięki, któremu w każdej chwili może zmienić strój roboczy na strój sportowy albo wyjściowy. Urządzenie tworzy na ciele właściciela specjalny hologram stroju (albo prawdziwy strój - ciężko to rozwikłać), który prędzej kupiono w sklepie. Każdy obywatel ma w swoim domu automatykę domową i sekretarkę SI. Sekretarka to robocik, który wykonuje rozkazy właściciela domu. Akane, główna bohaterka anime zawsze po przebudzeniu wydaje swojej SI rozkaz zmiany umeblowania domu, np z klasycznego na nowoczesny.

W tym miejscu powiem, co nieco o wspomnianej Akane. Otóż jest to świeżo upieczona Pani Inspektor, która na początku otrzymuje pierwsze zadanie oraz drużynę „psów gończych” (Egzekutorów) składającą się z "oswojonych" kryminalistów. Dziewczyna na własne oczy przekonuje się, jak cienka w tym systemie jest granica pomiędzy życiem i śmiercią. Przełomem w życiu Akane jest moment, w którym nie zabiła dziewczyny, która została zgwałcona i jej współczynnik psycho pass wzrósł tak wysoko, że komputer kazał ją zastrzelić. Akane tego nie zrobiła, a dziewczyna po jakimś czasie się uspokoiła, a jej współczynnik zmalał.


Podsumowanie:
Miejmy nadzieję, że Polacy i mieszkańcy innych europejskich krajów się obudzą i dostrzegą przepaść do której prowadzą ich "władcy tego świata". Już wszędzie wiszą kamery, które nas kontrolują, ACTA była tylko przedsmakiem tego co będzie się działo jeśli powstanie jeden kraj o nazwie Europa. Bruksela już ma pomysł na zakazanie bajek takich jak Murzynek Bambo, zakazaniu Braci Grimm i Tuwima. Natomiast ONZ walczy z kulturą japońską i dąży do zakazania czytania mangi oraz oglądania anime. 

Już mówi się, że śpiewanie ROTY oraz opowiadanie o mordowaniu Polaków przez Rosjan i Niemców podczas II wojny światowej jest niepoprawne politycznie. Jaki będzie następny krok? Pod płaszczykiem liberalizmu i wolności odbiera się ludziom swobody, a oni jak takie "osły" się na to godzą i jeszcze przyklaskują europejskiej integracji. Niedługo legalne będą tylko bajki, filmy i książki, które chwalą ideę europejską. Ci którzy będą odwoływać się do haseł narodowych, będą mówić o suwerennej ojczyźnie i krytykować Unię Europejską będą stopniowo spychani na margines i likwidowani. No ale w tv oczywiście będziemy ciągle słyszeć, że mamy "zieloną wyspę" i wolność słowa.

Program Mcaffe przepuścił wirusy na moim kompie!

Od roku korzystałem z programu antywirusowego Mcafee Total Protection. Zostało mi kilkanaście dni subskrypcji więc postanowiłem ją odnowić. Dwa lata temu korzystałem z programu Norton 360. Później po upłynięciu rocznej subskrypcji przerzuciłem się na wspomniany Mcafee. Minął kolejny rok i po namyśle postanowiłem powrócić do firmy Norton. 

Dziś (16 lipca 2015 r.) zainstalowałem program Norton Secruity z 30-dniową subskrypcją. W ciągu dwóch tygodni będę miał już roczną subskrypcję. 

Jeszcze wczoraj (15 lipca 2015 r.) skanowałem komputer programem Mcafee Total Protection, który nie wykrył żadnych zagrożeń. Nie miałem powodu by podejrzewać, że z moim komputerem jest coś nie tak skoro Mcafee nic nie wykrywał. Program instalacyjny Norton Secruity oczywiście najpierw kazał mi odinstalować dotychczas używany program antywirusowy. Następnie po zainstalowaniu nowego programu wykonałem pełne skanowanie. Poniżej prezentuję Wam to co Norton Secruity wykrył podczas tego skanowania. Jednocześnie pozdrawiam firmę Mcafee i zapewniam, że już nigdy wam ręki nie podam.








Artykuł ten opublikowałem również na moim blogu o innej tematyce:
http://biegpozdrowie.blogspot.com/2015/07/mcaffe-przepuszcza-wirusy.html